Jak to mówią, “nic nie smakuje lepiej niż domowej roboty”. W tym przypadku obok domowych pierogów czy schabowego twardo stoi, najprawdziwszy, w pełni funkcjonalny ring light! Przy pomocy dwóch obręczy rowerowych, kawałków spienionego PCV, oprawek, garści śrub i nakrętek, energooszczędnych żarówek, statywu i wizjonerskich zdolności manualnych moich oraz mojego taty, powstała wspaniała lampa. Ku zaskoczeniu wszystkich wygląda, a co najważniejsze działa jak marzenie!


A teraz nieco na temat jak to powstało:

Na zdjęciu wyżej widać mniej więcej o chodzi. Po zakupieniu dwóch stalowych, obręczy rowerowych, jednej większej wielkości 27″ oraz drugiej mniejszej 22″, powstał “szkielet” obudowy. Gdy wiedziałem już dokładnie jak duży będzie “ring” trzeba było dobrać coś co sprawdzi się dobrze jako lico i tył lampy. Najlepiej lekkiego i łatwego do obróbki. Okazało się, że używane przeze mnie bardzo często spienione PCV zda się do tego celu świetnie. Tak jak pisałem: lekkie i łatwe w obróbce, a w dodatku estetyczne bo gładkie jak stół. Na początku, zanim zabrałem się do pracy, trzeba było wszystko dokładnie rozrysować i przemyśleć. Ile żarówek chcę tam zmieścić, jak je ze sobą połączyć itp. Po tym, rysując za pomocą bardzo dużego cyrkla, odwzorowałem kształt obu obręczy. Dzięki temu, że wszystko zostało wymierzone i obliczone bardzo dokładnie, mogłem bez obaw zabrać się za wycinanie. Po wycięciu dwóch takich ścianek (wiadomo: przód i tył), trzeba było nawiercić otwory na śruby. Tutaj nic nadzwyczajnego bo wiertarka z wiertłem gwintującym pozwoliła na porządne skręcenie całości. W chwili gdy jasne było już, że wszystkie otwory pasują nastała pora na wycięcie otworów pod oprawki. Oprawki o gwincie E27 (tradycyjny duży gwint jak do żarówek domowych czy lamp fotograficznych) bez problemu można kupić w każdym sklepie dla majsterkowiczów. Gdy oprawki zostały wpasowane w swoje otwory i dodatkowo przykręcone śrubami do lica lampy, można było zająć się jej wnętrznościami. No i tu padło ważne pytanie. Czy chciałbym aby lampą, można było w jakiś sposób regulować natężenie światła? Otóż zależało mi na tym bardzo. Jednak jak wiadomo ściemniacz do oświetlenia nie działa z żarówkami energooszczędnymi! Co prawda są już takie żarówki na rynku ale 30-40zł za sztukę to za dużo, a poza tym nie dają one takiej barwy jaką bym chciał. O żarówkach jednak trochę później. Tak więc co tu zrobić? Rozwiązanie przyszło do głowy proste. Trzeba zrobić dwie instalacje aby móc zapalać co drugą żarówkę na przemian. Tradycyjne i najprostsze połączenie szeregowe od oprawki do oprawki (oczywiście co drugiej) to było to czego chciałem. Wystarczyło tylko wszystko podłączyć. Gdy to już nastało można było zamknąć tylne wieko, zakręcić śruby no i wyprowadzić dwa włączniki. Nie będę pisał dokładnie jak podłączyć żarówki bo nie chcę aby ktoś ucierpiał od porażenia prądem. Mnie samemu pomagał przy tej lampie tato, za co mu bardzo dziękuję, a jak ktoś chce schematów to jest ich w internecie na pęczki. A więc po zamknięciu tylnej pokrywy i wyprowadzeniu włączników, trzeba było zrobić proste przyłączenie do statywu. Kupiłem więc najpopularniejszy chyba typ statywu do lamp fotograficznych, teł, czy też blend, z zakończeniem na gwint 1/4″. Odnalazłem w domu tulejkę z taką też nagwintowaną dziurą i wcisnąłem ją prosto w otwór na wentyl w obręczy. Okazało się to bardzo wygodne ponieważ obręcz, jak to obręcz ma miliony dziur na szprychy i wentyl dlatego wykorzystałem je bez skrupułów. Zamocowana tak, stalowa tulejka, została dodatkowo zalana od wewnętrznej strony i zewnętrznej specjalnym klejem do stali. Taki oto chemiczny spaw trzyma gwint i naprawdę nie zamierza puścić. W ten sposób całą obudowę mogę najzwyczajniej w świecie wkręcić w statyw. Gdy wszystko już ze sobą zostało spasowane i przykręcone, w ruch poszła czarna farba w sprayu. Polecam mat. Nie odbija światła, a i wygląda dobrze. No to teraz część najważniejsza. Źródło światła, a właściwie ich dziesięć, to żarówki energooszczędne. Tradycyjne, tańsze żarówki energooszczędne, takie jakbyśmy chcieli kupić do domu dają ciepłe, żółtawe światło. Najczęściej jest to 2700K. Barwa ta niestety nie sprawdza się przy fotografii czy filmowaniu w taki sposób jak z teorii powinna. Oczywiście, “zrobi jaśniej” nada ciepłej barwy obiektowi, lecz jakakolwiek obróbka materiału, korekcja kolorów staje się bardzo uciążliwa i mozolna. Idealnym wyjściem z sytuacji są żarówki o barwie 5400K. Są to już żarówki droższe, bo w cenie niższej niż 20zł ciężko taką znaleźć i często mają kształt spirali. Te spiralne, żarówki często są długie, (wiadomo są mniejsze o nieco innym kształcie)ale po prostu nie do końca o to mi chodziło. Dla mnie zbyt ostro świecą i nie rozpraszają światła w taki sposób jakbym chciał. W moim przypadku szukałem czegoś zgoła innego. Żarówek o kształcie bańki, z powłoką miękko rozpraszającą światło, w dodatku nie o ciepłej barwie i jeszcze jakby tego było mało – energooszczędnej. Po naprawdę długich poszukiwaniach udało się! Znalazłem żarówkę o wymarzonym kształcie i wspomnianych parametrach! Nie mają te żarówki co prawda barwy “idealnej”. Otóż mają równe 4000K. Są one delikatnie cieplejsze od tych 5400k. Bardzo mnie to cieszy bo lubię lekko ciepły obraz, a i korekcją mogę się śmiało przy postprodukcji bawić. Nie ma też problemu z ustawieniem balansu bieli, a to chyba najważniejsze. Idealne rozwiązanie dla mnie! Wiadomo, mnie świetnie się na nich pracuje, innym lepiej na chłodniejszych barwach – to wszystko kwestia gustu. Mam nadzieję, że niebawem będę mógł się pochwalić materiałem filmowym, żebyście wszyscy mogli zobaczyć tę lampę w akcji. Pisząc ten tekst, żałuję że nie robiłem więcej zdjęć jednak musicie mi to wybaczyć
Na koniec takie moje słowo na zachętę. Warto eksperymentować, budować i tworzyć coś z niczego. Często nie wymaga to wielkich środków finansowych, a efekty mogą być zadziwiająco dobre!